Na topie

Tak wyglądały ostatnie chwile życia Edwarda Linde-Lubaszenki. Chciał wziąć piąty ślub i roztrwonić cały majątek

fot. Pielmeń/@Wikimedia Commons

Edward Linde-Lubaszenko zmarł w niedzielę, 8 lutego, w wieku 86 lat. Pod koniec września ubiegłego roku przeszedł na zasłużoną emeryturę. Zapowiedział przy tym, że ma teraz zamiar korzystać z życia pełnymi garściami – roztrwonić cały majątek i nie zostawić po sobie niczego. Aktor sam o sobie mówił, że miał na swoim koncie cztery małżeństwa i 1500 romansów. Co ciekawe, po tym wszystkim nie wykluczał, że ożeni się po raz piąty z bardzo młodą kobietą. Specjalnie dla Was zebraliśmy najciekawsze fakty z życia tego wspaniałego aktora.

W niedzielę, 8 lutego, Polska Agencja Prasowa poinformowała o śmierci Edwarda Linde-Lubaszenki. Doniesienia te potwierdził syn aktora – Olaf Lubaszenko, który zamieścił w sieci jego czarno białe zdjęcie z podpisem: „Żegnaj tato”. 86-latek na dobre zapisał się w historii polskiej kinematografii i miał na swoim koncie wiele wspaniałych ról. Niewątpliwie jednak większość społeczeństwa kojarzy go z filmu „Poranek kojota”, w którym wcielał się w Krzysztofa Jarzynę ze Szczecina – szefa wszystkich szefów.

Edward Linde-Lubaszenko sam o sobie mówił, że jest wyjątkowym hulaką i nie przepuści żadnej okazji. Miał słabość do młodych i pięknych kobiet. Aktor czterokrotnie stawał na ślubnym kobiercu. Jego pierwszą żoną była Asja Łamtiugina – aktorka, która grała m. in. w „Chłopaki nie płaczą”, „Panu Tadeuszu” i w 1. i 2. części filmu „Sztos”.

Edward Linde-Lubaszenko z pierwszą żoną Asją Łamtiuginą i synem Olafem Lubaszenko
Edward Linde-Lubaszenko z pierwszą żoną Asją Łamtiuginą i synem Olafem Lubaszenko / fot. Instagram

Aktor sam przyznał, że to on błagał żonę o to, by urodziła mu dziecko. Jednak ich małżeństwo nie przetrwało tej próby i rozpadło się zaledwie trzy lata po narodzinach Olafa. Asja zakochała się i związała z pewnym reżyserem, który pełnił rolę ojca dla jej synka. Łamtiungina zmarła 31 marca 2023 roku w wieku 82 lat. Była wyjątkowo mocno związana z synem, który również bardzo ją kochał. Jej odejście było dla niego sporym ciosem. Po jej śmierci zamieścił w sieci wpis, w którym podziękował jej za jej bezwarunkową miłość.

Olaf Lubaszenko z mamą
Olaf Lubaszenko z mamą / fot. Instagram

Edward Linde-Lubaszenko miał niełatwe relacje z synem. Przez lata nie mieli kontaktu

I o ile Olaf miał wspaniałą relację z mamą, to już więź z ojcem miała sporo zawirowań. Po rozstaniu z żoną Edward przez wiele lat praktycznie nie uczestniczył w wychowaniu syna. Ich relacja narodziła się tak naprawdę dopiero wtedy, gdy Olaf był już dorastającym mężczyzną i zdecydował się pójść w ślady rodziców. W 2012 roku media rozpisywały się o ich konflikcie. Ojciec z synem na łamach prasy przerzucali się wzajemnymi oskarżeniami. Te ze strony Olafa były niewątpliwie dużo mocniejsze. Edward na łamach „Super Expressu” apelował do syna, by się opamiętał.

Przypomnijmy, że okres ten był dla Olafa dość trudny pod względem zawodowym na tyle, że rozważał totalne zakończenie kariery. Do tego doszły problemy z napojami wyskokowymi i z poważną nadwagą. Aktor źle się z nią czuł, żalił się w wywiadzie, że kiedyś był „szczupłym maminsynkiem”, a dziś bardziej przypomina „zawodnika sumo”. Znajomi i najbliżsi byli bardzo zaniepokojeni jego zachowaniem i na łamach gazety przyznali, że „dzieje się z nim coś złego”. Twierdzili, że ten nie umie przyjmować ani krytyki, ani rad, i odsuwa się od bliskich mu osób.

Edward Linde-Lubaszenko też przyznał, że od roku syn nie odpisuje na jego SMS-y i nie odbiera telefonów. Co ciekawe, 73-letni wówczas aktor równolegle przeżywał drugą młodość u boku nowej ukochanej – młodszej od niego o 48 lat. Przez jakiś czas związany był z 25-letnią wówczas Joanną Majstrak – aktorką znaną m. in. z „M jak miłość”. Gazety rozpisywały się nawet o tym, że 73-latek chce się z nią ożenić. Jednak do ślubu ostatecznie nie doszło.

Edward Linde-Lubaszenko nie potrafił być zaangażowanym ojcem?

Aktor nie miał łatwego dzieciństwa. Przyszedł na świat 23 sierpnia 1939 roku, a więc na tydzień przed wybuchem wojny. Jego ojcem był Niemiec, Julian Linde, który w obawie o swoje życie uciekł tuż po narodzinach syna. Chciał, by żona i dziecko wyjechali razem z nim, ale mama Edwarda stanowczo odmówiła. Niedługo potem związała się z radzieckim kapitanem Nikołajem Lubaszenką. Ten zaświadczył, że Jadwiga i jej syn są jego rodziną. Dzięki temu udało im się wspólnie wyjechać do Archangielska w Rosji.

Rodzina wróciła do Polski, gdy aktor był 7-letnim chłopcem. Nie najlepiej wspominał ten okres. Bieda była tak duża, że jedli zupę z pokrzyw i liście buraków. Matka zarabiała nędzne pieniądze sprzątając po domach bogaczy. Z kolei ojczym stanął przed sądem wojskowym i groziła mu kara śmierci. Ostatecznie został on ułaskawiony. Było tak źle, że Edward przez jakiś czas mieszkał w domu dziecka.

Edward dorastał w przekonaniu, że Lubaszenko jest jego biologicznym ojcem. Tak też go traktował do czasu, gdy Jadwiga urodziła mu ich wspólnego syna Bogdana. Wtedy zaczęły się wyzwiska, a także kary cielesne wobec starszego syna. Jako nastolatek spędzał dużo czasu poza domem włócząc się po ulicach. Marzył o tym, by zostać lekarzem i rozpoczął nawet studia na tym kierunku, choć ostatecznie ich nie skończył. To właśnie w tamtym czasie w dziekanacie czekał na niego list od Juliana Linde, który rozpoczynał się od słów: „Jestem twoim ojcem”.

Matka potwierdziła, że Nikołaj nie jest jego biologicznym ojcem. Edward spotykał się później z Julianem, ale nie udało im się nawiązać jakiejś bardziej zażyłej relacji. Po latach tego trochę żałował. Zastanawiał się, czy to trudne dzieciństwo przyczyniło się do tego, że sam nie był w stanie bardziej zaangażować się w ojcostwo i poświęcać swoim dzieciom o wiele więcej czasu.

Cztery żony i 1500 kochanek i piąty ślub z kobietą w wieku 18-25 lat

Aktor stawał na ślubnym kobiercu czterokrotnie. Jego ostatnią żoną była aktorka Beata Paluch, z którą doczekał się córki Beaty Linde-Lubaszenko (po mężu Chyczewska). Ona również poszła w ślady rodziców, choć nie jest tak rozpoznawalna, jak jej przyrodni brat. Na co dzień pracuje w białostockim teatrze i wychowuje córkę.

Edward Linde-Lubaszenko śmiał się, że w swoim życiu miał cztery żony i 1500 kochanek. Sam nazywał siebie niezłym hulaką i przyznawał, że nigdy nie traci okazji, by dobrze się zabawić. Z biegiem lat aktor zaczął unikać używek. Wystrzegał się też kolejnego ślubu, bo jak sam stwierdził zauważył pewną korelację – im dłużej jest w małżeństwie, tym częściej ma powody do picia.

Dziennikarze Faktu zadzwonili do niego w jego 85. urodziny i spytali, czego mu życzyć. Wtedy dowiedzieliśmy się, że aktor nie wyklucza piątego ślubu i mógłby się jeszcze ożenić z jakąś młodą kobietą.

– Wszystkiego najlepszego. Żebym w pełnej sprawności fizycznej jeszcze jednak zdecydował się na kolejne małżeństwo z fajną, młodą, ale pełnoletnią kobietą w wieku między 18 a 25 lat – powiedział dziennikarzom.

Aktor przyznał, że codziennie ćwiczy i dba o siebie, by zachować świetną formę. Codziennie też spacerował wraz z krokomierzem i dbał o to, by wyrabiać dzienną normę. Przy okazji zdradził, że ma dwie przyjaciółki, z którymi jest bardzo blisko.

Edward Linde-Lubaszenko roztrwonił cały majątek? Nie zostawił testamentu

Aktor zaskoczył też dość ciekawym wyznaniem na temat swojego testamentu. Oświadczył, że nie zamierza nikomu niczego zostawiać, bo chce przehulać wszystkie pieniądze i wspaniale się bawić. Stwierdził, że zamierza jeszcze pożyć bardzo długo, bo i czuje się bardzo dobrze. Uważał za bezsensowne niekorzystanie z własnych pieniędzy tylko po to, żeby potem ktoś inny mógł się za nie bawić. Oświadczył przy tym, że nie zostawi najbliższym nic – długów żadnych też im nie zostawi, bo chce zakończyć swój żywot z „czystą kartą”.

Linde-Lubaszenko w sierpniu ubiegłego roku ogłosił, że przechodzi na emeryturę. Jego oficjalne pożegnanie odbyło się 21 września na deskach Teatru Narodowego w Warszawie. Wtedy aktor po raz ostatni pojawił się na scenie w spektaklu Stanisława Wyspiańskiego „Wesele”, w którym wystąpił w roli Stańczyka.

86-latek nie lubił nudy i na pewno nie spędził swoich ostatnich dni w fotelu. Zapewniał, że do końca życia zamierza wydać wszystkie swoje pieniądze, co do grosza. Zadeklarował też, że jak będzie czuł, że nadciąga już koniec, to wyprawi huczny bankiet, podczas którego niczego nie będzie sobie żałować. Myślicie, że mu się to udało? Piszcie w komentarzach pod artykułem.

Komentarze (0)

Sortuj według

Wszystkie komentarze