Na topie

Tak Daniel Martyniuk zarabiał na życie. Do jednej pracy chodziła za niego mama

fot. Instagram/@Daniel Martyniuk

Daniel Martyniuk aktualnie prowadzi beztroskie życie w Hiszpanii. Ostatnio, gdy wywołał aferę w mediach społecznościowych, przy okazji wdawał się też w pyskówki z internautami, którzy bezlitośnie oceniali jego zachowanie. Jeden z komentujących zarzucił mu, że żyje na koszt bogatego taty i polecił wziąć się do pracy. Syn Zenka stwierdził wówczas, że ta osoba nie powinna się wypowiadać, bo nawet nie ma pojęcia skąd ma pieniądze i ile. „Nie siedzisz u mnie w banku” – odpisał mu Daniel. Specjalnie dla naszych czytelników postanowiliśmy prześledzić drogę zawodową Daniela do jego „prywatnego majątku”. Rzeczywiście, miał kilka prac w swoim 36-letnim życiu. Do jednej z nich chodziła za niego mama. Poznajcie szczegóły.

Od czasu awantury w samolocie i związanym z nim awaryjnym lądowaniem w Nicei, Daniel Martyniuk nie schodzi z nagłówków plotkarskich portali. Syn Zenka co raz dostarcza kolejnych skandali, o których rozpisują się media w całym kraju. Początkowo rodzice bronili wybryków ukochanego jedynaka. Danuta nie raz potrafiła jak lwica rzucić się w obronie Daniela wdając się w pyskówki z internautami i zwracając się do nich w wulgarny sposób.

Sprawy zaszły jednak na tyle daleko, że żona Zenka w końcu przyznała, że mają poważny problem z synem, który zmaga się z nałogami. Temat skandali z Danielem był szeroko komentowany w internecie. Część osób była zdania, że winnymi wyskoków 36-latka są jego rodzice, którzy mieli popełnić mnóstwo błędów wychowawczych. Danuta Martyniuk w rozmowie z „Faktem” ze smutkiem przyznała, że dużo ludzi pisze, że źle wychowała syna. 59-latka nie czuje się jednak winna. Uważa, że syna wychowała dobrze, ale to on – jako dorosły już człowiek – wybrał złą drogę z szemranym towarzystwem i używkami.

Rodzice dali mu wszystko. Daniel Martyniuk nie ma nawet matury?

Przyznała też, że Daniel od dziecka był traktowany w domu, jak królewicz i zawsze dostawał wszystko, czego chciał. Z perspektywy czasu uważa, że to mogło być ich największym błędem.

Miał wszystko. Może myślał, że tak będzie zawsze – powiedziała dziennikarzowi.

Trudno jednak powiedzieć, jak Danielowi szło w szkole. O jego wykształceniu narosło wiele mitów. Swego czasu Zenek pochwalił się, że jego syn skończył Szkołę Morską w Gdyni i pracuje jako nawigator statku. Wiele mediów błędnie zrozumiało, że syn Zenka jest absolwentem prestiżowego Uniwersytetu Morskiego. Istnieje on od ponad stu lat i wcześniej nazywał się m. in. Wyższą Szkołą Morską w Gdyni. Jedno słowo w nazwie sprawiło, że media pomyliły te dwie placówki. W istocie syn Zenka ukończył nie Wyższą Szkołę Morską, a Szkołę Morską, która jest prywatną placówką policealną i figuruje jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

Jak czytamy na stronie szkoły, w rekrutacji mogą brać udział osoby bez matury. Trudno jednak powiedzieć, czy Daniel Martyniuk uzyskał świadectwo dojrzałości. Spytaliśmy go o to w wiadomości prywatnej, jednak do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Jak już wspomnieliśmy wyżej, Zenek cieszył się, że jego syn pracuje na statku. Twierdził, że Daniel wspaniale mówi po angielsku i dzięki pracy mógł zwiedzić kawał świata. Jak czytamy na stronie Szkoły Morskiej, kształcenie na nawigatora trwa 2,5 roku, a więc 5 semestrów. Pierwszy rok to teoria, a na drugim roku uczniowie są zobowiązani do podjęcia płatnych praktyk. Skoro Daniel Martyniuk zdobył dyplom nawigatora, to na pewno pływał na statku przez minimum rok.

Gdzie naprawdę pracował Daniel Martyniuk?

Wszystko wskazuje na to, że po kształceniu zrobił sobie dłuższą przerwę od pracy. Tak przynajmniej wskazują jego słowa z rozprawy w 2020 roku. Daniel przekonywał sędzię, że chce się zmienić i wrócić do pracy na morzu. Co ciekawe, młody Martyniuk rzeczywiście dotrzymał słowa, a w połowie 2021 roku przez kilka miesięcy relacjonował swoją pracę na statku. Był tam w charakterze „majtka”. Na swoim Instagramie pokazywał, jak szoruje pokład.

Zanim jednak do tego doszło Daniel musiał wywiązać się z nałożonej na niego przez sąd kary. Mężczyzna został skazany na 100 godzin prac społecznych. Przez pięć miesięcy pracował po 20 godzin na białostockim cmentarzu. Oczywiście w mediach pojawiły się zdjęcia paparazzi, którzy towarzyszyli mu w odbywaniu kary. Z ich relacji dowiedzieliśmy się, że każdorazowa praca Daniela na cmentarzu trwała 2 godziny. Syn Zenka grabił liście i co chwilę robił sobie przerwę na dymek. Czas spędzał też na pogawędkach z innymi osobami, które również zostały skazane na prace społeczne. Efekty jego pracy były raczej mało widoczne..

Po kilkumiesięcznej wyprawie na morze w 2021 roku Daniel zrezygnował z pracy na statku. Przy okazji kolejnych wywoływanych skandali rodzice namawiali go, by wziął życie we własne ręce i wrócił na morze. Daniel jednak nie zdecydował się na ten krok. Trudno powiedzieć, czy w tamtym czasie w ogóle gdzieś pracował. Jednak znając Daniela i jego aktywność gdyby tak było, na pewno pokazałby to w mediach społecznościowych.

Tak też było we wrześniu 2025 roku, kiedy to pochwalił się na Instagramie swoją pracą, w której długo nie zagrzał miejsca. Syn Zenka obwieścił światu, że zatrudnił się na budowie w Hiszpanii. Pokazywał, jak miesza beton i wykonuje inne, fizyczne prace.

Podobno ciężka praca uszlachetnia i uczy pokory, więc spróbuję… – napisał Daniel.

Zaledwie kilka dni później znowu rzucił się w wir imprez i od tamtej pory nie zawraca sobie głowy szukaniem pracy.

Mama przychodziła za niego do pracy

Przypomnijmy, że w 2017 roku Daniel bawił się też w biznesmena. Miał wówczas 28 lat i wraz z kolegą Mateuszem otworzył lokal „Jack Sparrow” w centrum Białegostoku. Za dnia można było gościć tam w formule restauracyjnej, a w nocy całość zamieniała się w istne klubowe szaleństwo. Interes szedł świetnie, ludzie walili drzwiami i oknami. Początkowo Daniel chętnie pojawiał się w pracy. Lokal odwiedzał również Zenek, co zachęcało ludzi do odwiedzenia miejscówki.

Z czasem jednak prowadzenie klubu znudziło Daniela. Dwa lata później jego rodzice ogłosili w social mediach, że sprzedadzą ten świetnie prosperujący biznes wraz z pełnym wyposażeniem. Jasnym jest więc, że to właśnie rodzice kupili lokal, w którym ich syn z kolegą prowadzili działalność. Wielu zaskoczyła informacja o sprzedaży najbardziej obleganej knajpy w mieście. Lokalni dziennikarze portalu NaszeMiasto, dotarli do wspólnika Daniela, który nie krył żalu. Okazuje się, że gdy młody Martyniuk stracił zainteresowanie i przestał przychodzić do pracy, to w lokalu zastępowała go jego mama.

– Restauracją „Jack Sparrow” tak naprawdę zarządzała Danuta Martyniuk. Daniel M., współwłaściciel lokalu najczęściej był tu nieobecny – powiedział były wspólnik Mateusz.

Trudno powiedzieć, jak długo mama Daniela przychodziłaby za niego do pracy, gdyby ten nie wywinął kolejnego numeru. Syn Zenka ma dość luksusowy i bardzo drogi styl życia. Choć nie pracował, to jako współwłaściciel firmy dysponował kartą do jej konta bankowego. Problemy zaczęły się w momencie, gdy okazało się, że świetnie prosperująca firma, nie ma pieniędzy na podtrzymanie działalności. Powodem takiego stanu rzeczy był fakt, że Daniel wszędzie płacił firmową kartą i wykorzystywał wszystkie środki na swoje drogie zachcianki.

Rodzice w końcu powiedzieli dość i postanowili sprzedać lokal. Udostępnili w sieci ogłoszenie. W 2019 roku, a więc ponad 7 lat temu wyceniano go na milion złotych. Przypomnijmy, że lokal znajduje się w centrum Białegostoku i ma ponad 200 metrów kwadratowych. Dziś jest na pewno wart dużo więcej.

Skąd Daniel ma pieniądze?

Daniel Martyniuk konsekwentnie odpisuje internautom, że wcale nie utrzymuje się z pieniędzy rodziców. To ciekawe nie tylko w kontekście jego krótkiej i zawiłej zawodowej ścieżki, ale również z powodu jednego z jego wpisów w social mediach. Wielkie poruszenie wywołała jego relacja z września 2020 roku. Daniel zamieścił na Instastory zrzut ekranu, na którym pokazał stan swojego konta. Widzimy na nim, że miał na minusie prawie 33,5 tysiąca złotych. Za taki stan rzeczy obwinił swoją byłą żonę Ewelinę. Przypomnijmy, że Daniel od siedmiu lat powinien jej płacić alimenty w wysokości 2700 zł miesięcznie. Szybko wyszło na jaw, że owo zobowiązanie reguluje nie kto inny, jak Zenek.

Z kolei w listopadzie 2023 roku, gdy był już mężem Faustyny, razem pojawili się w studio Pudelka. To właśnie tam syn Zenka żalił się, że wszyscy myślą, że ciągle baluje i podróżuje po świecie za pieniądze taty, a wcale tak nie jest.

– Ja też mam swoje pieniądze, Faustyna ma swoje i staramy się żyć za swoje. A ci ludzie ciągle mają w głowie, że to wszystko jest sponsorowane przez mojego ojca. To jest najgorsze – powiedział Daniel.

Niespełna dwa lata później- w kwietniu 2025r. – udzielił bardzo mocnego wywiadu u Żurnalisty. Nie da się ukryć, że odbił się on wyjątkowo szerokim echem w mediach. W przypadku tej rozmowy Daniel przedstawił nam już nieco inną narrację w sprawie jego sytuacji finansowej. Przyznał, że to rodzice utrzymywali go, gdy rzucił się w wir imprez i codziennie bawił się z kolegami. I choć ojciec próbował namówić go do „ogarnięcia życia” i powrotu do pracy, Daniel odmawiał. Mimo tego rodzice nie zakręcili mu „kurka z kasą”. Syn Zenka przyznał, że w jego domu zawsze było dużo pieniędzy i nigdy nie prosił o nie rodziców. Po prostu je sobie brał bez pytania.

– No to jest głupie, to proszenie. Szczerze mówiąc, na początku ja sobie sam brałem te pieniądze. […] W domu gdzieś tam leżały, to sobie sam potrafiłem wziąć – skwitował Daniel.

A Wy, co o tym myślicie? Piszcie w komentarzach pod artykułem.

Komentarze (0)

Sortuj według

Wszystkie komentarze